Zużyte w kwietniu oraz porządki w zapasach

30 kwietnia 2014 25 komentarzy
Bardzo kiepsko poszło mi w tym miesiącu, nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy dopóki nie zaczęłam przygotowywać zdjęć do tego posta. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, miesiąc minął bardzo szybko, ale także sporo kosmetyków mam dopiero co otwartych. Jedynie mogę wyrazić swoją nadzieję, że w przyszłym miesiącu będzie lepiej.

ZUŻYCIA:


Stiefel, Oilatum Baby- balsam do ciała

Emolient dla dzieci, stosowała moja córcia od kilku miesięcy. Odkąd borykała się z przesuszoną skórą, a także z podrażnieniami oraz oznakami AZS sięgnęłam po ten produkt. Długo się zastanawiałam o co chodzi z tą parafiną w tym kosmetyku, ale zaryzykowałam, po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii. Muszę przyznać, że M. nie ma już problemów z AZS, suchą skórą, głównie dzięki temu kosmetykowi. Cena niektórych może wystraszyć 29,99 zł/ 200 ml. Jednak mimo to po wykończeniu tego balsamu kupiłam inny kosmetyk, bez parafiny.

Dax Cosmetics, Perfecta SPA- masło do ciała kakaowe



Pollena Ostrzeszów, Biały Jeleń - szampon do włosów hipoalergiczny

Kupiłam na potrzeby wyjazdów, sięgnęłam po pierwszy lepszy szampon do włosów. Muszę przyznać, że nie był najgorszy, ale przyjemny też nie był. Denerwowała mnie bardzo gęsta konsystencja, ciężko było go rozprowadzić po całości włosów. Średnio się pienił. Na pewno nie podrażnia i nie powoduje uczulenia. 

Isana, suchy szampon do włosów

To moje już drugie opakowanie tego szamponu. Muszę przyznać, że od pewnego czasu moje włosy dość szybko się przetłuszczają, dlatego też często sięgam po ten środek. Całkiem go lubię, ale odkąd kiedy poznałam szampony Batiste to niestety Isana przejdzie na dalszy plan. Pewnie powstanie wkrótce recenzja porównawcza. 


Carex, antibacterial hand wash, splash

Moje ulubione mydło do mycia rąk. Piękny, intensywny zapach. A co najbardziej mi się w tym produkcie podoba to fakt, że kompletnie nie wysusza rąk. Odkąd go stosuje zdecydowanie rzadziej muszę sięgać po krem do rąk.Czy działa antybakteryjnie nie mam zielonego pojęcia. Grunt, że ręce są po nim czyste.


WYRZUCONE:

Tutaj zaczyna się mój pewien problem. A mianowicie z faktem, że nie wszystkie kosmetyki udaje mi się zużyć przed końcem terminu przydatności. Najczęściej spowodowane jest to tym, że nie wszystkie produkty się u mnie sprawdziły, wtedy w zasadzie nie mam większych wyrzutów sumienia. Najgorzej jest wtedy, gdy nawet nie zdążyłam danego produktu wypróbować, bo leżał gdzieś głęboko zakopany w zapasach. Na szczęście nie jestem jedyna (marne pocieszenie), bo podobno ponad 36% Polaków przyznało, że wyrzucili kosmetyk, zanim go użyli. Ponad połowa nas regularnie wyrzuca częściowo zużyte preparaty. Napawa Was to optymizmem? I tu dochodzę do wniosku, że kupuje sporo niepotrzebnych kosmetyków... Wiem, że nie jestem jedyna, ale ostatnio zaczynam mieć wyrzuty sumienia z tego powodu, i chciałabym, aby moje zakupy były zdecydowanie mądrzejsze, przemyślane, a przede wszystkim potrzebne.


Avon- Sugar Lime Mojito- Cooling Lotion

U mnie się ten krem nie sprawdził. Tutaj możecie przeczytać szczegółową recenzję. Długo leżał nie używany, nareszcie się nad nim zlitowałam i wyrzuciłam.

BeBeauty- krem do stóp i paznokci, odżywczo-nawilżający

Nie mam zdania na temat tego kremu, wyrzuciłam go zanim zdążyłam go użyć. Na szczęście nie był drogi.


Linomag, Bobo A+E, dla dzieci i niemowląt

Miał krótki okres przydatności. Nie sprawdził się u córki, nie zaspakajał potrzeb jej skóry. Miałam ochotę wykorzystać go do smarowania siebie, ale szybko się zepsuł.

Venus, balsam po goleniu i depilacji, olej kokosowy i imbir lekarski

Zupełnie niepotrzebny kosmetyk. Po depilacji stosuję na podrażnioną skórę, albo aktualnego balsamu/masła, albo uniwersalną wodę termalną Avene.

Ziaja, Yego, krem nawilżający dla mężczyzn

Udało mi się przekonać męża do kosmetyków, jednak ten krem (mimo sporej sympatii do Ziaji) w ogóle się u niego nie sprawdził. Mocno zapycha.


Flos Lek- żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i chabrem bławatkiem



Miss Sporty- odżywka do paznokci oraz baza

Tanie produkty, ale rewelacji żadnej nie ma. Dość długo zalegają już prawie zaschnięte w mojej kosmetyczce. Nareszcie przyszedł czas aby się definitywnie rozstać.

Essie: Good to Go

Rewelacyjny top coat! Gdyby nie fakt, że za bardzo go oszczędzałam, to zużyłabym zanim by zgęstniał. Mam już drugie opakowanie.

... kilka nieużywanych akcesorium  do paznokci

Apeluję: kupujmy mniej, zużywajmy więcej!

Haul: -49% Rossmann, Golden Rose, Nocanka, Super Pharm

28 kwietnia 2014 27 komentarzy
Nadszedł czas na podsumowanie moich kwietniowych zakupów. Niestety w tym miesiącu promocje nie sprzyjały oszczędzaniu. Przyznaję się bez bicia trochę poniosło mnie w tym miesiącu, i zdecydowanie za dużo kupiłam lakierów. Mam nadzieję, że chociaż część z Was mnie zrozumie i rozgrzeszy. W tym momencie mój rozsądek do mnie przemawia i każe mi przestać. 

Najpopularniejsza w tym miesiącu zapewne jest promocja Rossmann'a, gdzie można upolować produkty do makijażu -49%. Przez zbieg okoliczności trafiłam do drogerii w dniu rozpoczęcia promocji, i dokładnie zaraz po otwarciu. Muszę przyznać, że tylko kilka pań zrobiło podobnie, i bez żadnych przepychanek, w kulturalnych warunkach mogłam dobrać sobie kolory podkładów oraz korektora. Mam nadzieję, że po czasie nie okażą się te kolory złym wyborem, ponieważ często mam z tym problem. Jeśli chodzi o tą promocję, to spadła mi z nieba, bo właśnie na wykończeniu mam podkład.



Bourjois Healthy Mix Foundation 52 Vanilla (do tej pory czytałam tylko jedną niepochlebną opinię o tym podkładzie, więc głęboko wierzę, że jednak stanie się moim ulubieńcem)
Bourjois Healthy Mix Concealer 51 (kolor 52 był strasznie żółty i nijak nie pasował do koloru podkładu)
Bourjois 123 Perfect CC cream 31 Ivory (obawiam się, że latem może być za jasny, najwyżej będę mieszać z ciemniejszym podkładem, albo zostawię na zimę)


Podczas "Stylowych Zakupów 2014" kupiłam (jeśli chodzi o kosmetyki rzecz jasna) tylko słynną pomadkę Velvet Matte Lipstick Golden Rose nr 06. Miałam ochotę na te pomadki, ale nie mogłam się zdecydować na kolor, i padło na modny w tym sezonie oranż. Mam nadzieję, że przekonam się do mocnych ust.

Essie Orly Kiss the bride

Najbardziej chyba zaszalałam na nocanka.pl. Dowiedziałam się, że wprowadzili do swojego asortymentu lakiery Essie, i niestety musiałam coś wybrać dla siebie. Wybór kolorów był bardzo szeroki, więc gdy się w końcu zdecydowałam to już część moich "wybrańców" nie było. Ostatecznie zamówiłam kolory takie jak (od lewej): Boxer Shorts, No more film, The lace is on, Maximillian strasse her. W środku mój pierwszy lakier Orly Kiss the bride (prawda, że przypomina Essie Fiji?). Ja i zakupy internetowe często źle się kończą, w tym przypadku nie obyło się bez małego incydentu. Lakier Essie Boxer Shorts przyszedł do mnie niekompletny, już wcześniej musiał się rozlać, a ja dostałam jedynie 2/3 zawartości i brudną butelkę. Po kontakcie ze sklepem otrzymałam wiadomość, że dostarczą mi nowy lakier i tak się też stało. Ucieszył mnie bez problemowy kontakt i rozwiązanie problemu na moją korzyść. 


To jeszcze nie koniec lakierów Essie. Przecież dobrze wiemy, że była w weekend promocja w Super Pharm 1 lakier plus drugi gratis. Tym razem to nie ja kupowałam, a mój mąż. Taki skromny prezent zażyczyłam sobie z okazji naszej siódmej rocznicy bycia razem. (Każdy pretekst jest dobry, prawda?) Na zdjęciu możecie podziwiać Big spender oraz Master plan.

Więcej grzechów nie pamiętam, nie żałuję, ale obiecuję poprawę.

Co warto / Czego nie warto kupować w Rossmannie -49%

26 kwietnia 2014 28 komentarzy
Zapewne większość z Was już pierwsze zakupy w Rossmannie poczyniłyście, i zaopatrzyłyście się w podkłady, róże, pudry i korektory. Oczywiście ja swoje zakupy także zrobiłam o czym przekonacie się w następnym poście. Wielkimi krokami zbliża się tydzień, kiedy można będzie dorwać taniej: tusze, eyelinery, kredki do oczu oraz cienie do powiek. W tym tygodniu nie planuję już żadnych zakupów, ponieważ muszę się szczerze przyznać, ale na nic więcej nie mam, ani ochoty, ani tym bardziej potrzeby. Jednak chciałabym zwrócić Waszą uwagę na trzy produkty, które moim zdaniem warto kupić w promocji -49% w Rossmannie.

40 permament taupe curling pump up rimmel eyeliner


Lovely Curling Pump up Mascara- jest to tusz do rzęs, którego nie trzeba żadnej blogerce przedstawiać. Co prawda on jest tani, więc dużo na promocji nie zaoszczędzicie, ale gdyby miałby się nie sprawdzić to 5 zł aż tak bardzo nie będzie szkoda. Lubię ten tusz od pierwszego użycia, i jak za tą cenę jest naprawdę niezły. Mimo, że moje rzęsy są bardzo krótkie,a gęste to niestety każdy tusz mi je skleja. Ten też w tym względzie nie jest rewelacyjny, ale jest łatwy w obsłudze i łatwo dawkować nim produkt. 

Maybelline Color Tattoo 24H- cienie do powiek w żelu- te cienie mogę polecić z czystym sumieniem każdemu. Są to najtrwalsze cienie, jakie kiedykolwiek miałam, oraz najbardziej napigmentowane. Nie potrzebują żadnej bazy, w zasadzie same mogą tą bazą być dla innych cieni. Kosmetyki te są bardzo uniwersalne (w zależności od koloru), ale mogą służyć jako cienie, baza pod cienie, jako liner, czy produkt do podkreślania brwi. 

Bez bazy: lewa- 35- On and on bronze, prawa: 40- permament taupe


Rimmel Waterproof Gel Eyeliner- tutaj możecie znaleźć szerszą recenzję na temat tego produktu. Dalej uważam, że jest to fajny, drogeryjny eyeliner w żelu. Jeśli do tej pory bałyście się takiej formy eyelinera, a chciałybyście wypróbować, to teraz jest okazja by zdobyć go taniej.

Czego nie warto kupować? 

Tutaj podam Wam kilka linków do produktów, które u mnie się nie sprawdziły i Wam ich nie polecam

Manhattan Perfect Eyes- Eyeshadow- Brown effects

L'oreal Volume million lashes


A Wy co polecacie? Czego nie polecacie? Co macie na liście zakupowej?

Moja wieczorna rutyna, czyli o wieczornej pielęgnacji twarzy

24 kwietnia 2014 27 komentarzy

Do porannej pielęgnacji twarzy tak przywykłam, że rzadko miewam problem, z pominięciem tego rytuału. Niestety wieczorna pielęgnacja twarzy wymagała ode mnie więcej zaangażowania, by stała się rutyną. Do tej pory czasem pominę któryś etap, zwłaszcza podczas wyjazdów, albo gdy późno kładę się spać. Nadal pracuję nad tym, aby regularnie dbać o cerę także przed pójściem spać, dlatego dziś przedstawię Wam produkty, których staram się używać codziennie wieczorem. 

Gdy mam na sobie makijaż zawsze na samym początku sięgam po płyn micelarny, aby go usunąć. Obecnie stosuję Ideal Soft L'Oreal- oczyszczający płyn micelarny do cery suchej i wrażliwej. Zmywa nawet oporny makijaż.

Następnie resztkę makijażu zmywam żelem micelarnym do mycia i demakijażu twarzy i oczu BeBeauty. Sam płyn nie jest w stanie dobrze oczyścić buzi, dlatego sięgam jeszcze po ten konkretny żel, który produkowany jest przez Torf Corporation (producenta kosmetyków marki Tołpa). Uwielbiam ten produkt, to jest chyba moje trzecie, albo czwarte opakowanie. Produkt ten jest przeznaczony do demakijażu, dlatego nie mam obaw przed myciem oczu nim. Jest niezwykle delikatny i nigdy mnie nie uczulił, nie podrażnił, oraz świetnie sprawdził się w roli usuwania resztek makijażu.

Kolejnym krokiem mojej wieczornej rutyny jest nałożenie kremu pod oczy Tołpa dermo face, hydrativ. Ten krem stosuję rano i wieczorem, jest bardzo wydajny, dlatego stosuję go częściej. Nie mam większych problemów z tą okolicą, ale ten krem dobrze nawilża i spełnia swoje zadanie.

Od dłuższego czasu stosuję Skinoren, krem z kwasem azelainowym. W zasadzie to przez przypadek sobie o nim przypomniałam, kiedyś stosowałam go na trądzik, który występował u mnie na plecach, a teraz chciałam go wypróbować, jak sprawdza się na zaskórniki i przebarwienia. Na samym początku bardzo sceptycznie podchodziłam do tego produktu, ale obecnie mam bardzo dobre zdanie o nim. Zapewne w niedługim czasie kupię kolejne opakowanie i postaram się Wam go zrecenzować. Krem ten nakładam tylko punktowo, na nos, brodę, oraz przebarwienia na lewym policzku.

Ostatnim etapem jest nawilżenie, czyli intensywne serum rewitalizujące Bioliq. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ten kosmetyk, pomyślałam, że musi być drogi, ze względu na to eleganckie opakowanie. Na szczęście cena okazała się dosyć niska, a ja mogę się cieszyć jego właściwościami nawilżającymi oraz pięknym zapachem. Serum to szybko się wchłania, dlatego dla pewności nakładam na noc jeszcze krem. Obecnie nie posiadam żadnego dedykowanego na noc, staram się używać tego co mam, czyli Clinique Dramatically Different Moisturizing Lotion +. Produkt ten zły nie jest, ale rewelacji też nie widzę. Jest lekki, nawilżający oraz wygodny w użyciu.

Tuż przed pójściem spać nakładam jeszcze coś nawilżającego na usta, teraz jest to Oriflame Tender Care- krem uniwersalny. Taki zwykły kremik do ust (i nie tylko), chciałabym go wreszcie zużyć, bo mam go bardzo długo, a denka dalej nie widać.

Mniej więcej tak wygląda moja wieczorna rutyna. Oczywiście od czasu do czasu jest modyfikowana, ze względu na potrzeby mojej skóry. Powyższych produktów używam od dłuższego czasu i niektóre zakorzeniły się w wieczornej pielęgnacji twarzy na dobre.

A jak wygląda Wasza wieczorna rutyna? Miałyście, któryś z tych produktów?

Rimmel- 60 seconds- 415 instyle coral

22 kwietnia 2014 32 komentarze
Przedstawiałam Wam już moją propozycję lakierów na wiosnę. Wśród nich znalazł się także koralowy lakier, który notabene dostałam jeszcze jesienią i czekał na swoje odkrycie aż do teraz. Rimmel- 60 seconds to seria lakierów szybko schnących- pierwsza warstwa rzeczywiście schnie natychmiastowo, jednak kolejne wymagają już moim zdaniem wspomagaczy. 


KOLOR:

Uwielbiam ten lakier ze względu na swój koralowy kolor, który zależy od typu światła i jego natężenia. W sztucznym oświetleniu można dopatrzeć się więcej pomarańczowych tonów, w słońcu na pewno dominuje róż. Lakier ten w butelce wydaje się być lekko rozbielony, natomiast na paznokciach zaskakuje swoją intensywnością. Muszę przyznać, że wcześniej zaliczyłabym go nawet do pasteli, a tu wielkie zaskoczenie, ponieważ na paznokciach wydaję się być neonowy. Lakier nie zawiera żadnych drobinek, wykończenie ma kremowe.


PĘDZELEK:

Do lakierów Rimmel z serii 60 seconds dołączony jest szeroki pędzelek. Jest wystarczająco giętki i elastyczny. Bardzo łatwo maluje się nim moją szeroką płytkę paznokcia. Pędzelek ten charakteryzuje się wysoką jakością. 

KONSYSTENCJA / APLIKACJA:

Rimmel 415 instyle coral jest dosyć gęsty, ale na szczęście niezagęsty i nie sprawia problemów przy aplikacji. Bardzo szybko można nim pomalować paznokcie. Kryją już dwie cieńsze warstwy. Ja nie dopatrzyłam się prześwitów. Na całe szczęście nie smuży. Pierwsza warstwa jak już wspomniałam szybko wysycha, co przyspiesza znacznie malowanie paznokci.


TRWAŁOŚĆ:

Ciężko mi tutaj ocenić trwałość lakieru Rimmel 60 seconds w kolorze 415 instyle coral, ponieważ po 4 dniach zmyłam go w niemalże nienaruszonym stanie. Nie wiem czy to za sprawą Seche Vite, który to moim zdaniem tak wydłuża ostatnio trwałość większości lakierów. Po paru dniach były lekko starte końcówki, w ogóle nie było odprysków. Nie wiem jakby zachował się po tych 4 dniach.


Nie wiem jak Wam, ale kolor ten przypadł mi do gustu. Co prawda mam sporo lakierów w podobnych odcieniach, na przykład P2 960 dress + go, ale ta lekko neonowa pomarańczka będzie także często gościć na moich paznokciach. Latem trafi także na paznokcie u stóp do sandałów. Szkoda tylko, że koral już traci na popularności, bo mnie nadal się podoba.

Bourjois, Pastel Joues- 37 Rose Pompon- wypiekany róż do policzków

17 kwietnia 2014 40 komentarzy
Z marką Bourjois kojarzą mi się przede wszystkim te wypiekane róże do policzków. Odkąd zaczęłam przygodę z makijażem zawsze stroniłam od podkreślania policzków różem, bałam się, że przesadzę, a efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Na szczęście z pomocą przyszły tutoriale na YT i ośmieliłam się. Kupiłam swój pierwszy róż, i nie był to Bourjois'a tylko Miss Sporty. Nie chciałam inwestować w coś droższego, bo bałam się, że mój zapał szybko się skończy. Wiadomo z czasem apetyt rośnie, coraz bardziej kusiły mnie piękne opakowania Pastel Joues. Co byłam w Rossmannie to zawsze musiałam zmacać jakiś tester, które notabene zawsze były jakieś takie wyświechtane, zużyte, zdezelowane, no i często jakiegoś koloru brakowało. Już wtedy powinna zaświecić mi się lampka, ponieważ rzadko po sprawdzeniu testera widziałam na palcu jakiś wyraźny kolor. Wtedy myślałam, że była to jednak wina testera. 

w słońcu

Po wielu namysłach postanowiłam kupić jednak róż Bourjois, dosyć przypadkowo wybrałam kolor 37 Rose Pompon. Nie kupiłam go w regularnej cenie (49,90zł) tylko podczas promocji -40% w Rossmannie.

w cieniu
Kolor to przybrudzony róż z domieszką ciepłej brzoskwinki oraz z delikatnym, nienachalnym połyskiem. Do zestawu dołączone jest lusterko, pędzelek oraz jakaś karteczka, którą od razu wywaliłam. Kosmetyk zamyka się na magnes. Muszę przyznać, że jakość opakowania jest wysoka, nawet dołączony pędzelek nie trąci tandetą, choć jest niewygodny w użyciu. Produkt ten pięknie pachnie, dość intensywnie, nawet pomimo upływu czasu. 

Wybaczcie radosną twórczość własną na paznokciu

Niestety z relacji tej dzieci nie będzie, róż okazał się tępą skałą. Nałożenie go jest bardzo trudne, ponieważ ciężko nabrać produkt na pędzel. Czasami udaje mi się jedynie za pomocą pędzla dołączonego do Glossy Box'a, choć trudno tą szczotę do zamiatania nazwać pędzlem. Efekt jaki daje jest naprawdę minimalny, trudny do zauważenia. Nie wiem, czy o to chodziło? Mogę polecić go początkującym, tym różem krzywdy sobie nie zrobicie. Lubię ten róż, ze względu na opakowanie, taka sroka ze mnie, i używam go jedynie, kiedy chcę uzyskać naprawdę delikatny efekt, a także mam czas i nerwy, by bawić się pędzlem przez dobre 5 minut. 


Generalnie nic nie miałabym do tego kosmetyku, gdyby nie trudności w aplikacji. Efekt jest zadowalający, jeśli oczekuje się tylko takiej dziewczęcej delikatności. 

6 dobrych stron blogowania

15 kwietnia 2014 34 komentarze
W lutym opublikowałam post, o tym co denerwuje mnie w blogosferze. Ten tekst stał się najpopularniejszym postem, jaki do tej pory opublikowałam. Muszę przyznać, że bardzo się zdziwiłam, bo mogłabym rzec, że był taki trochę „z dupy”, musiałam się Wam wyżalić, wyrzucić co mi leżało na wątrobie. Wasza reakcja na ten post bardzo mi się spodobała, zachęciłyście mnie do dalszej walki, jaką jest blogowanie. I takim sposobem chciałabym Wam napisać, że prowadzenie bloga wcale nie jest takie straszne i dostrzegam jego dobre strony. Dlaczego warto mieć blog?

Pinterest


1. Komentarze

Owszem komentarze potrafią być dołujące, denerwujące, hejterskie, irytujące. Na całe szczęście są też takie normalne, zwykłe, proste, a jednak miłe, cieszące oko, od serca, szczere. Gęba mi się uśmiecha, gdy czytam coś miłego na temat mojego bloga, całokształtu mojej działalności tu, mojej osoby. Uwielbiam czytać, gdy ktoś coś doradzi, poleci, skrytykuje w uprzejmy sposób. Oczywiście, że prowadzę tego bloga głównie dla siebie, z przyjemnością, ale cóż to byłby za blog, gdyby nie było Was- komentujących. Dla Was ciągle staram się coś ulepszyć.

2. Nowe znajomości

Blogowanie sprzyja poznawaniu nowych ludzi, choćby tylko internetowo. To miłe, że czasem wymiana mejli, czy komentarzy zbacza z tematu, i odnajduje się osobę o podobnych poglądach. Do tej pory nie znam osobiście żadnej blogerki, ani nie uczestniczyłam w żadnym blogerskim spotkaniu. Cóż, wszystko jeszcze przede mną. Choć uwielbiam poznawać nowych ludzi, to jednak jestem nieśmiała i wstydzę się komuś zaproponować spotkania. Dlatego jeśli jesteś z Wrocławia i chciałabyś mnie poznać, daj znać! (ale pamiętaj, że mam męża, i nie rzucę go dla kobiety :P)

3. Okazje

O dobrych promocjach zawsze huczy cała blogosfera. Dzięki temu można się psychicznie nastawić, zrobić listę, i kupić tylko same potrzebne kosmetyki. (co ja pieprzę?) Generalnie to jest tak, że jak ktoś mi napisze, że jest jakaś promocja, to choćbym skisła to muszę to dorwać, bo jest w promocji.  Ale ostatnio coraz bardziej racjonalnie podchodzę do zakupów, a wiele blogerek w mniej, lub bardziej świadomy sposób, przyczyniły się do tego, że kupiłam w lepszej cenie kosmetyki, które od dawna zalegały na „chciejliście”.

4. Świadoma pielęgnacja

Odkąd prowadzę bloga lepiej przykładam się do pielęgnacji całego ciała. Staram się pamiętać i regularnie używać danych produktów.  Od tego czasu wybieram produkty lepszej jakości, choć nie zawsze droższych, coraz rzadziej trafiam na buble. Przede wszystkim uczę się starannie dobierać kosmetyki, czytam o składach, wsłuchuję się w potrzeby mojej cery.

5. Kontrolowane zakupy

Prowadzenie bloga sprzyja zakupoholizmowi, i do tego muszę się przyznać. Kupowanie kosmetyków zawsze sprawiało mi dziką radość. O ile komornik do drzwi nie puka, to mam chyba wszystko pod kontrolą?
Jednak podsumowanie na koniec miesiąca i uświadomienie sobie wszystkich wydatków daje trochę do myślenia.  Możecie mi nie przyznać racji, ale przesadą jest posiadanie kilku podobnych produktów.  Rozumiem, że posiadanie ogromnej ilości lakierów do paznokci może być pasją, bo widok moich lakierów, czy szminek, mnie uspokaja. Ale o wiele bardziej chciałabym móc sobie pozwolić na jakieś produkty marek selektywnych, a przez takie „drobne zakupy” odbieram sobie taką możliwość. Coraz bardziej przekonuję się do minimalizmu w kosmetyczce, i posiadaniu tylko tych niezbędnych produktów. 

6. Mania zużywania

Czy na Waszych blogach posty o zużyciach, denkach cieszą się sporą popularnością? Mnie takie posty, Wasze, czy moje bardzo motywują, do dalszego zużywania.  Wykończony produkt cieszy mnie, ponieważ wiem, że zaraz będę mogła otworzyć nowy kosmetyk.  Widok nowego balsamu, czy kremu wprawia mnie w stan wielkiego podniecenia, serio, serio. Poza tym to jest zapowiedź zakupów, usprawiedliwionych zakupów, czyli tych najpotrzebniejszych.



A teraz taka mała ciekawostka. Jakiś czas temu będąc w odwiedzinach u babci, babcia spytała mnie czy może jakieś tam moje gazety, pierdoły wyrzucić, bo jej zalegają. Rzuciłam na nie okiem, nawet nie wiedziałam, że takie dziadostwo u babci przechowuję, a tu moim oczom ukazał się mój pierwszy „blog”. Oczywiście blog z przymrużeniem oka ;-) Bo to jest zeszyt, do którego przepisywałam cenne porady na później, moją jedyną czytelniczką była ówczesna przyjaciółka. Zwróćcie uwagę na zdjęcia, jak stary musi być ten zeszyt, nawet nie mam pojęcia.


Essie- Demure Vix

13 kwietnia 2014 33 komentarze
Do tej pory myślałam, że moim ulubionym lakierem jest Essie Bahama Mama. Gdy pomalowałam paznokcie pierwszy raz Essie Demure Vix to musiałam zmienić zdanie. Ten kolor kusił mnie dłuższy czas. Pierwszy raz spodobał mi się na paznokciach mojej koleżanki. Później coraz częściej widywałam go na blogach, aż musiałam go zimą kupić, kiedy był przeceniony w Super Pharm. Jest fenomenalny, i mam nadzieję, że Was do tego przekonam.

essie demure vixen

KOLOR:

Ten kolor moim zdaniem jest bardzo nietypowy i trudny do zdefiniowania. Ja dopatruję się w nim brudnego fioletu, czyli beżu z domieszką różu i lawendy. W zależności od natężenia światła, przybiera różne barwy, od ciemniejszego beżu po jagodowy mleczny shake. Lakier ten zawiera drobinki fioletowe, które w butelce są widoczne, natomiast na paznokciach już nie są takie nachalne. Wykończenie z shimmer'em jest bardzo subtelne.



PĘDZELEK:

Do tej pory nie miałam jeszcze okazji wypróbować Essie z cienkim pędzelkiem. Tak jak wspomniałam lakier jest z SP, więc pędzelek jest szeroki. Powtórzę kolejny raz, że uwielbiam szerokie pędzelki, i gdy mam wybór to zawsze taki wybieram.



KONSYSTENCJA / KRYCIE:

Lakier ten jest dość mocno napigmentowany i pomimo jasnego koloru, to dwie warstwy nieźle kryją. Nie smuży podczas malowania. Konsystencja lakieru moim zdaniem jest w sam raz, szybko można nim pokryć całą płytkę paznokcia, nie rozlewa się po skórkach. 


TRWAŁOŚĆ:

Po 5 dniach noszenia miałam tylko starte końcówki, i w zasadzie te końcówki to była raczej wina Seche Vite, który nagminnie mi je ściąga! Gdyby nie ten fakt, to trwałości nie mogłabym nic zarzucić. Jeden z trwalszych Essie jaki mam do tej pory.


Essie Demure Vix (zwany także Demure Vixen) należy do moich ulubionych lakierów. Mąż ten kolor określił jako biurowy i muszę przyznać mu rację. Idealny dla business women. Fajnie się go też nosi w pochmurny, wiosenny dzień.

Skusiłam Was? Podzielacie mój zachwyt?

Dax Perfecta SPA Regenerujące masło do ciała- kakaowe

10 kwietnia 2014 27 komentarzy
Bardzo lubię masła do ciała. Wolę je niż balsamy. Co prawda, do balsamów przekonuję się latem, w pozostałe okresy staram się wybierać właśnie masła. Recenzja, którą dla Was przygotowałam dotyczy Dax Cosmetics Perfecta SPA- regenerujące masło do ciała o pięknym kakaowym zapachu. Produkt ten dostałam jako prezent pod choinkę. 

recenzja masło do ciała

OD PRODUCENTA:

Puszyste masło do ciała o właściwościach regenerujących i zmiękczających. Masło kakaowe - przyspiesza odbudowę naskórka, regeneruje, nawilża i zapobiega wysuszaniu skóry. Karmel – przedłuża opaleniznę i pogłębia naturalny odcień karnacji. Koenzym Q10 i lecytyna sojowa - dotleniają i uelastyczniają skórę.  Apetyczny, kakaowy zapach poprawia nastrój i dodaje pozytywnej energii.

SKŁAD:

Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Cetearyl Ethylhexanoate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Soya Lecithin, Panthenol, Trilaureth-4 Phosphate, Sorbitol, Propylene Glycol, Citric Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Ethyl Linoleate, Ethyl Linolenate, Ethyl Oleate, Silk Amino Acids, Pyridoxine Biotin, Magnesium Ascorbate/PCA, Saccharomyces Cerevisiane Extract, Caramel, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Acrylates/ C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Ethylparaben, Methylparaben, 2-Bromo-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum

CENA: 12,69 zł/ 225ml/ Rossmann

masło do ciała blog recenzja


MOJA OPINIA:

Pierwszą rzeczą, która ujęła mnie w tym maśle była treściwa, gęsta konsystencja. Naprawdę przypomina miękkie masło. Drugą pozytywną sprawą był piękny, apetyczny, kakaowy zapach, który przypomina mi czekoladowo-mleczny pudding. Ten zapach jest tak przyjemny, że ma się ochotę zanurzyć łyżeczkę w tym maśle i zjeść. Po tego typu produktach spodziewam się przede wszystkim nawilżenia. W tym przypadku nawilżenie jest raczej średnie, jeśli ktoś boryka się z problemem suchej skóry to może okazać się niewystarczające. Plusem tego produktu na pewno jest szybkie wchłaniane, nawet grubszej warstwy. Producent zapewnia nas o regeneracji i zmiękczaniu- regeneracji jako tako nie zauważyłam, a jeśli chodzi o zmiękczenie- nawet to masło kakaowe daje radę- naskórek na łokciach i kolanach był dość przyjemnie zmiękczony. Przedłużonej opalenizny, ani także pogłębionego naturalnego odcienia karnacji nie zauważyłam. Bajer o dotlenionej i uelastycznionej skórze trochę nie wyszedł, bo ciężko takie sprawy gołym okiem zauważyć. Kolejnym dość wyraźnym minusem dla mnie, było rolowanie się produktu. Ogólnie niestety jest to przeciętny produkt o ładnym zapachu, na dodatek niewydajny. Aż tak wielkiego dupska nie mam, a produkt miałam raptem na 5-6 użyć. 

PLUSY:
- zapach
- cena
- szybko się wchłania
- nawilżenie
- zmiękczenie

MINUSY:
- kiepska wydajność
- rolowanie się produktu
- brak regeneracji
- brak przedłużonej opalenizny

Nie mogę napisać, że polecam 
Dax Perfecta SPA Regenerujące masło do ciała- kakaowe, 
choć także stanowczo nie odradzam. Przeciętniak, ot co.

Niekosmetyczne podsumowanie miesiąca- marzec 2014

7 kwietnia 2014 20 komentarzy
Przyznaję bez bicia, prawie miało zabraknąć niekosmetycznego podsumowania w tym miesiącu. Nie wiem jakim cudem, ale w marcu obejrzałam tylko jeden film, który nawet nie wywarł na mnie takiego wrażenia, aby Wam go polecić. Jeśli chodzi o seriale, to kontynuuję oglądanie takich seriali jak: Walking Dead, Grey's Anatomy, a ostatnio zaczęłam oglądać Under the dome. Myślę, aby stworzyć osobny post o moich ulubionych serialach, chcecie? Pomijając seriale i filmy w tym miesiącu powstały poniższe kategorie:

1. Ulubiony gadżet:

czytnik e-book reader


Kindle paperwhite

Dlaczego wybrałam akurat ten gadżet w tym miesiącu? W marcu starałam się, aby więcej czytać, i właśnie czytnik przyszedł mi z pomocą. Dzięki niemu udało mi się skończyć wreszcie "Pod kopułą" Stephena Kinga, i przeczytać dwie książki Tomka Tomczyka. Mimo, że Kindle paperhite mam już prawie rok, to właśnie w zeszłym miesiącu korzystałam z niego najczęściej. Doceniłam fakt, że jest leciutki, mieści się do (prawie) każdej torebki. Łatwo można go wyciągnąć w każdej sytuacji, nawet wtedy gdy jedziemy gdzieś tylko jeden przystanek, czy przed nami kolejka w super markecie. Wersja paperwhite jest idealna, ponieważ ma podświetlanie stron, dlatego mogę czytać podczas jazdy samochodem po zmroku, czy bez przymusu świecenia lampki. Czytnik nigdy nie wygra z książka, jest jej tylko uzupełnieniem. 

2. Ulubiona prasa:

ulubione czasopisma

Twój Styl, Women's Health, Hot Moda

Od kilku lat moim ulubionym czasopismem jest InStyle, który prenumeruję od dwóch lat. Zawsze gdy wyciągnę go ze skrzynki oglądam go od deski do deski, a później wracam do najciekawszych artykułów. Generalnie najważniejsze dla mnie są inspiracje modowe, rzadko go czytam, raczej przeglądam. W tym miesiącu nabrałam większej ochoty na inspiracje i pomyślałam, że poszukam go w innych źródłach. Mało czasu jednak miałam, aby przeczytać powyższe czasopisma od deski do deski, i sporo jeszcze ciekawych artykułów na mnie czeka. Wszystkie trzy czasopisma są bardzo interesujące, pomimo wkurwiających reklam na co drugiej stronie. 

3. Ulubione wydarzenie:

Źródło

Źródło

Laser Tag

Mój mąż w konkursie wygrał jedną wejściówkę uprawniającą do darmowej godziny gry dla dowolnej liczby osób. Zebraliśmy trochę znajomych, a także znajomych znajomych, aby móc świetnie się bawić. Na samym początku dosyć sceptycznie podchodziłam do tego eventu, bo myślałam, że cała zabawa jest "tylko dla chłopców". Nic bardziej mylnego, w końcu mamy "Gender". I takim oto sposobem, biegałam z karabinem po 450 mkw polu bitwy. Laser Tag to świetna zabawa, spora dawka rozrywki i ruchu. Polecam nie tylko chłopcom, ale przede wszystkim dziewczynom, by mogły w czuć się w zabawę i zrozumiały tą adrenalinę. Pole bitwy jest niezwykle klimatyczne, dużo dymu, muzyka, efekty specjalne, to wszystko wprowadza w waleczny nastrój.

Mam nadzieję, że zainspirowałam Was moimi ulubieńcami zeszłego miesiąca.

Lakiery do paznokci na wiosnę

5 kwietnia 2014 26 komentarzy
W tym roku wiosna bardzo szybko do nas zawitała ku mojej radości. A jak wiosna to znaczy więcej kolorów, energii, radości, spacerów. Rok temu o tej porze do głowy przez myśl mi nie przeszło, aby pomalować sobie paznokcie. Leżałam jeszcze cała obolała po porodzie. Już wychodziłyśmy z córcią ze szpitala, i dalej był śnieg! Takich dni się nie zapomina nigdy.

Dziś przeglądając zbiór moich lakierów do paznokci, natknęłam się na kilka fajnych pastelowych kolorów. Chciałabym je przedstawić, bo wiem, że wszystkie z nich będę chciała wykorzystać tej wiosny.


1. Essie- Turquoise & Caicos
2. Essie- Muchi Muchi
3. Rimmel- 60 seconds- 415 instyle coral
4. Wibo- Gel Like- edycja blogerska- Gosia
5. MIYO- mini drops- 117 organic
6. MIYO- mini drops- 120 lil girl

Mam nadzieję, że też lubicie pastelowe lakiery tak jak ja, bo inaczej Was nimi zamęczę. 

Off-topic

Problem z obserwowaniem dopadł i mnie, także nie mogę się już zalogować. W razie gdyście także mieli podobny problem, a mój blog przypadł Wam do gustu to wystarczy, że klikniecie w link podany w pasku bocznym, jak pokazuje strzałeczka.



Niewidzialne rękawiczki zamiast kremu (krem do rąk Eveline)

3 kwietnia 2014 18 komentarzy
Historia związana z tym kremem zaczęła się mnie więcej tak, że pewnego słonecznego dnia, kierowniczka działu, w którym pracuję, poinformowała wszystkich, że chce zorganizować test z wiedzy dotyczącej naszej pracy. Oczywiście moi współpracownicy, łącznie ze mną, się niezmiernie ucieszyli, bo przecież każdy lubi być sprawdzany z wiedzy. Na drugi dzień, wyluzowana przystąpiłam do testu. Łatwy nie był, ale wydawało mi się, że znam odpowiedź na każde pytanie. Nie będę się chwalić, ale na swojej pracy to ja się znam. Kierowniczka po kilku dniach zwłoki sprawdziła testy, i okazało się, że sporej ilości osób poszedł on dobrze. Nikt nie przypuszczał, że to będzie test z nagrodami. Ku zdziwieniu współpracowników, dostaliśmy prezenty „z przymrużeniem oka”. Ja dostałam odżywczo-ochronny krem do rąk Niewidzialne Rękawiczki Eveline Cosmetics.



Siedziałam pół dnia przy biurku i się zastanawiałam, gdzie jest to przymrużenie oka w stosunku do mnie. No i nie wymyśliłam. Po prostu zapytałam:

-Kasiu, dlaczego ja dostałam krem do rąk?

Kasia zdziwiona pytaniem odpowiedziała:

-Ania, ty ciągle siedzisz przy biurku i tylko smarujesz ręce kremem. Nikt tyle kremu do rąk nie używa, co Ty.

No to się dowiedziałam.     


           
I takim sposobem mam właśnie odżywczo-ochronny krem do rąk Niewidzialne Rękawiczki Eveline Cosmetics.

Lubię ten krem, ponieważ:
szybko się wchłania, dzięki temu spokojnie mogę wrócić do pracy i klepać w klawiaturę, a także tykać z namiętnością myszkę
nie pozostawia tłustego filmu na rękach, więc biurowy sprzęt nie świeci się, nie klei, nie błyszczy
- zmiękcza i wygładza dłonie
- delikatnie nawilża i przynosi ulgę suchym dłoniom, po uprzednim ich umyciu


Jednak niektórym w tym kremie może przeszkadzać:
- wodnista, lejąca się konsystencja (ale dobrze wchłaniająca się)
- strasznie uparty zatrzask, którego nie da się delikatnie otworzyć, aby nie złamać paznokci, otwieram go przy pomocy ręcznika
- jak na „odżywczy krem” (o czym przekonuje producent) krem odżywczy nie jest



Po paru miesiącach kierowniczka pyta:
- i co lubisz ten krem? Fajny Ci wybrałam? Gdzie te niewidzialne rękawiczki?

- Tak lubię, ale niewidzialnych rękawiczek potrzebuję, aby go otworzyć.

Kwiecień- wyzwania, inspiracje

1 kwietnia 2014 22 komentarze
Zrób sobie maseczkę


Marnie mi idzie zużywanie maseczek, i robienie tego regularnie. Nie wiem czemu się tak dzieje, uwielbiam słodkie nic nierobienie, przeglądanie magazynów, czytanie książki, przeglądanie internetu i mieć na twarzy maseczkę! Chętnie wypróbowałabym kilka przepisów na domowe maseczki, ale także zużyła saszetkowe zaległości.



Wypróbuj nowy makijaż

Inspiracji jest mnóstwo dookoła. Przed nami piękna wiosna, śliczna pogoda, należy to wykorzystać. Tegoroczne trendy przypadły mi o dziwo do gustu. Chętnie będę się nimi inspirować. Chciałabym także popracować nad szybkością makijaży, coby w przyszłym miesiącu umieć szybko się wyszykować do pracy.



Uczesz się inaczej


Czeszę się ciągle tak samo, zamiast zainspirować się ciekawymi upięciami. Chciałabym także wypróbować kilka sprawdzonych fryzur do pracy, aby nie były czasochłonne i wygodne, oraz wytrzymały co najmniej 8 godzin. Moje włosy już nie są takie krótkie, tak więc powinnam wykonać kilka ładnych upięć. Przecież fryzura dla średniej długości włosów nie może być aż tak trudna.




Pozbądź się cellulitu!

Od ponad trzech miesięcy regularnie ćwiczę. Owszem zdarzają mi się dni leniucha, ale nie poddaję się i wracam do treningów z podkulonym ogonem. Widzę już moje postępy, zarówno z kondycją moją jest lepiej, ale także moje ciało jest zdecydowanie jędrniejsze. Chciałabym się pozbyć raz na zawsze mojego sporego kompleksu czyli cellulitu. W kwietniu skupię się jedynie na opracowaniu dobrego planu walki.


Kontynuuj badania kontrolne

W marcu zaczęłam maraton badań. Teraz w tym momencie mam już połowę badań za sobą, mimo to sporo jeszcze przede mną. Chciałabym się wyrobić i zrobić je wszystkie przed powrotem do pracy. Czekanie w kolejkach, zapisywanie się i oczekiwanie terminu, to jest jakaś masakra.


Wyrzuć stare, zalegające kosmetyki

Robiąc wiosenne porządki natknęłam się na sporo kosmetyków, których nie używam, i nie mam zamiaru używać. Chętnie się ich pozbędę. Pewnie większość i tak trafi do kosza. Mam nadzieję, że reszcie wynajdę jakieś przeznaczenie. Tak właśnie kończy się mój zakupoholizm i kupowanie zbyt dużej ilości kosmetyków. Teraz będzie mi przyświecał minimalizm w kosmetykach. Skupię się na kosmetykach dobrej jakości.


Kup nowe okulary przeciwsłoneczne

Marzą mi się duże, ładne i bardzo dobrej jakości okulary przeciwsłoneczne. Oczywiście takie sporo kosztują, ale mam zamiar o nie dbać. Powinny wystarczyć mi na lata. Biorąc pod uwagę, że okulary przeciwsłoneczne powinno się mieć zawsze przy sobie, to w takim razie będzie to dobra inwestycja.


Oglądaj więcej kanałów na YT po niemiecku i angielsku

I tak spędzam dużo czasu na YT, to przy okazji poćwiczę sobie oba języki. Albo chociaż ich się nie oduczę. Poza tym uważam, że polskie youtuberki ostatnio straciły dla mnie na jakości, tak te zagraniczne dalej trzymają klasę. 



Cele na ten miesiąc są ambitne, ale chciałabym maksymalnie wykorzystać ostatni miesiąc urlopu macierzyńskiego. W zeszłym miesiącu nieźle mi poszło z wykonaniem założonego planu, dlatego w tym miesiącu także mam nadzieję na zrealizowanie powyższych wyzwań.

*Źródło zdjęć: Pinterest






SZABLON BY: PANNA VEJJS.