Moja aktualna poranna i wieczorna pielęgnacja twarzy

20 lipca 2018 Brak komentarzy
Przeglądając ostatnio mój blog zauważyłam, że rzadko przychodzę do Was z wpisem o aktualnej pielęgnacji twarzy. Taki post to fajna inspiracja dla innych, takie podpatrzenie, co kto fajnego ma w kosmetyczce. Powód dla którego nie robiłam często takich wpisów był bardzo prozaiczny, otóż, rzadko bywa tak, aby kosmetyki, których obecnie używam, wszystkie nadawałyby się do sesji zdjęciowej ;) Chciałabym zmienić jednak ten trend, ponieważ ostatnio trafiam na całkiem fajne kosmetyki, a nie zawsze uda mi się je całkowicie zrecenzować i napisać o nich cały post. Dlatego dzisiaj będziecie mogły przeczytać o mojej aktualnej pielęgnacji, zarówno porannej, jak i wieczornej. Do tak rozbudowanej pielęgnacji zainspirowałam się 10 krokami azjatyckiej pielęgnacji. A poniżej znajdziecie skrócone recenzje kosmetyków z całkiem niezłym składem (jest kilka perełek i kilka poniekąd rozczarowań). 

10 kroków azjatyckiej pielęgnacji twarzy


Poranna pielęgnacja twarzy


Nuxe Reve De Miel - żel oczyszczający do twarzy 

Poranną pielęgnację twarzy zaczynam od umycia buzi żelem do mycia twarzy Nuxe Reve De Miel - jest przeznaczony do cery suchej i wrażliwej, kupiłam go z myślą o zimie, aby dodatkowo nie wpływał na przesuszenie mojej cery. Jest bardzo skoncentrowany, wystarczy jedna pompka, aby dokładnie umyć nim buzię, dlatego jest mega wydajny i nadal mi służy. Żel jest bardzo fajny ponieważ, ani nie zostawia takiej skrzypiącej cery (tak jak w przypadku żelu Avene Cleanacne), ani nie pozostawia żadnej warstwy okluzyjnej, pozostawia uczucie komfortu. Wydawałoby się, że może zapychać, nic bardziej mylnego. Myślę, że dla suchych cer będzie jak znalazł, pozostawia cerę oczyszczoną, ale nie oblepia, nie wysusza. Jednak ten żel ma dla mnie jeden spory minus - zapach, co prawda jest ładny kwiatowo - miodowy, ale bardzo, bardzo, bardzo intensywny. Zapach nie utrzymuje się długo, ale wali po nosdrzach, czego bardzo nie lubię, po za tym jak wiecie, lubię świeże zapachy. 

Vianek Seria Czerwona - rewitalizujący tonik do twarzy 

Tonik Vianek - o tym, że warto używać toniku już pisałam. Ja tego kroku nie pomijam, warto swoją cerę zaraz po umyciu stonizować, aby przywrócić jej odpowiednie dla niej pH. Ten tonik otrzymałam jako gratis do zakupów na Targach Eko we Wrocławiu. Fajna, mniejsza buteleczka, w sam raz sprawdziła mi się na wyjazdach. Bardzo przyjemny kosmetyk, myślę, że do niego wrócę, ponieważ nie zawiera alkoholu, pozostawia skórę lekko nawilżoną. Zawiera osławioną glicerynę, której pół internetów przypisuje działania komedogenne. Mnie ten składnik nie przeszkadza w tym toniku, wręcz przeciwnie, po użyciu rewitalizującego toniku mam uczucie nawodnienia skóry, a nie typowego oczyszczenia. Poza tym, używam też toniku Vianek z Czerwonej Serii do maseczek DIY w płachcie, tym nasączam kapsułki, które kupiłam z polecenia Basi. Moim zdaniem wart wypróbowania dla cery suchej i mieszanej w kierunku suchej. 

Benton Snail Bee,High Content Lotion - ultra nawilżający lotion do twarzy z wysoką zawartością śluzu ślimaka 
Ten krok włączyłam do swojej codziennej pielęgnacji za sprawą sławnej już azjatyckiej pielęgnacji w 10 krokach. Wcześniej nie miałam żadnego doświadczenia z esencjami, nawet nie wiedziałam, że taki kosmetyk istnieje. Postanowiłam sięgnąć do źródła, dlatego na pierwszy ogień poszła marka koreańska Benton, założona w 2011 roku przez braci Jang Won Lee i Chae Won Lee. Marka ta koncentruje się na tworzeniu kosmetyków pielęgnujących cerę, przy użyciu wysokiej jakości naturalnych składników, co potwierdza otrzymany certyfikat ECOCERT. W tej esencji znajdziemy 90 % wyciągu ze śluzu ślimaka (tylko dla osób o mocnych nerwach ;)) a dodatkowo odrobinę jadu pszczelego, ekstrakt z aloesu, EGF i mnóstwo wyciągów roślinnych. Wszystko to ma zapewnić nam nawilżenie, wygładzenie, łagodzić stany zapalne skóry i chronić przed zmarszczkami. O tej esencji chciałabym napisać osobny post. Jedynie wspomnę, że ma cudną żelową konsystencje, dzięki temu milutko się aplikuje. Wchłania się błyskawicznie, zwłaszcza na suchej cerze. Daje uczucie komfortu. Teraz latem stosuję sobie od czasu do czasu solo, zwłaszcza w upały. 

Vianek Seria Czerwona przeciwzmarszczkowy eliksir do twarzy z witaminą C 

Jeśli stosujecie tak jak ja 10 kroków azjatyckiej pielęgnacji to pamiętajcie, że płynne konsystencje nakładamy najpierw, a później te gęste czyli na przykład kremy. Ja zawsze starałam się serum stosować pod krem. Teraz latem czasem rano pomijam ten krok. W chłodne, deszczowe dni jednak lubię nałożyć sobie kilka kropelek serum na poprawę humoru. Vianek kupiłam także na Targach Eko i od tamtego czasu go stosuję. Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tego kosmetyku. Otóż przeciwstarzeniowy eliksir do twarzy z witaminą C, zawiera stabilną witaminę C w stężeniu 5 %, natomiast opakowanie jest z białego szkła i pokryte białą folią, uważam, że nie jest to dostateczna ochrona przed światłem dla tejże witaminy. Po drugie bardzo irytuje mnie pipeta w tym produkcie, bo strasznie pierdzi, aż ciarki przechodzą mnie po plecach, gdy próbuję "zassać" odrobinę kosmetyku. Eliksir stosuję rano i wieczorem, aby szybko zużyć, tak aby witamina C nie zaczęła się utleniać w tym produkcie. Spokojnie szybko się wchłania, ma bardzo lekką konsystencję, prawie żelową, nieoleistą. Całkowicie wnika w skórę, na krótko pozostawiając ją nieco lepką, ale po posmarowaniu kremem to uczucie znika. W przypadku mojej cery mieszanej w kierunku suchej, nadaje się to serum pod makijaż. Zarówno tonik, jak i to serum ma dosyć intensywny kwiatowy zapach, przyjemny, aczkolwiek długo wyczuwalny. Sam w sobie eliksir fajnie nawilża i wygładza. Za cenę 25 zł wart wypróbowania. 

Krem Synchroline lipoacid

O kremie  Synchroline Lipoacid już pisałam w osobnym poście. Na zimę nieco porzuciłam ten krem na rzecz innych, ale chciałabym go w końcu skończyć, bo niedługo upłynie termin ważności po otwarciu 12 miesięcy. I tutaj nasuwa mi się kilka wniosków. Otóż krem także zawiera wcześniej wspomnianą witaminę C i niestety utlenia się ona w ciągu 12 miesięcy, a można to poznać, że krem ma ciemniejsze zabarwienie. Składnik ten po utlenieniu ma działanie oksydacyjne, czyli zupełnie odwrotne jakie chcielibyśmy uzyskać. Poza tym po kilku miesiącach od otwarcia krem ten zmienia konsystencję na bardziej rzadką, przez co łatwo można za dużo wycisnąć sobie tego kremu. Im więcej tego kremu użyjemy, tym bardziej się on roluje i irytuje podczas nakładania podkładu. 


Kiehl's Creamy Eye Treatment Kremowa odżywka pod oczy z awokado 

Nareszcie fajny krem pod oczy, o którym Wam już wspomniałam na Instagramie. Do tej pory trafiały mi się średniaczki, takie jak Ava czy Nuxe. Kiehl's Creamy Eye Treatment ma fajną, bogatą i treściwą konsystencję, przez co pozostawia uczucie natłuszczenia okolicy oczu. A ostatnio właśnie o to uczucie mi chodziło. Krem ten aplikuje się jak masełko, należy odrobinę rozgrzać na serdecznym palcu a potem delikatnie wklepać. Kiehl's Creamy Eye Treatment fajnie rozjaśnia cienie pod oczami i lekko wygładza istniejące zmarszczki. Dzięki natłuszczeniu mam wrażenie, że okolica oka jest bardziej zabezpieczona przed zmarszczkami. 

Murier - krem po zabiegach IPL - filtr przeciwsłoneczny SPF 50 

Filtrów należy używać z rozwagą (chyba jak każdy kosmetyk), ale używać warto. Ten krem jest mega wydajny. Zimą sobie odpuściłam jego stosowanie, bo rzadko wychodziłam z dziupli. Natomiast powróciłam do niego wiosną. O ile wiosną nie zauważyłam zapychania, tak na wyjeździe nad morze (stosowałam go bardziej na bogato) zaczęły mi się po nim pojawiać białe, podskórne krostki. Myślę, że ten krem mógł się do tego przyczynić. 

Wieczorna pielęgnacja twarzy


Klairs Gentle Black Deep Cleansing Oil 

Podstawą wieczornej pielęgnacji jest odpowiedni demakijaż. Koreańska pielęgnacja rozpropagowała tak zwane dwuetapowe oczyszczanie, a mianowicie: usunięcie makijażu najpierw za pomocą olejku, a dopiero później umycie twarzy żelem na bazie wody. Mój demakijaż wieczorem teraz wygląda tak, że za pomocą płynu micelarnego albo płynu dwufazowego usuwam makijaż z oczu. Pozostałości myję właśnie za pomocą sławnego olejku koreańskiej marki Klairs. Zakochałam się w tym olejku na zabój od pierwszego użycia. Bardzo przyjemnie masuje się nim buzię wieczorem, dokładnie oczyszcza z podkładu i pozostałości tuszu na oczach. Nie pozostawia żadnej, tłustej warstwy, o ile dobrze się go zmyje pod ciepłą wodą przy użyciu żelu. Olejek, jest bardzo delikatny, nie podrażnia, nie uczula i nie zapycha. Przed zakupem tego olejku byłam sceptycznie do niego nastawiona, ponieważ cały czas w mojej głowie pokutował mit, że oleje obciążają cerę i mają właściwości komedogenne. Byłam też przekonana, że olejek ciężko będzie zmyć, a na twarzy zostanie tłusta warstwa. Na szczęście Klairs Gentle Black Deep Cleansing Oil rozwiał moje wątpliwości a ja przekonałam się w 100 % do dwuetapowego oczyszczania twarzy. Ale o tym chętnie jeszcze napiszę osobny wpis. 

Origins GinZing Refreshing Scrub Cleanser peeling do twarzy 

Co dwa / trzy dni robię peeling. Kiedyś byłam ogromną fanką mocno zdzierających peelingów, ale chyba się starzeję i zaczęłam doceniać te enzymatyczne. A wszystko to za sprawą peelingu enzymatycznego Organique. Obecnie wróciłam do peelingu z drobinkami (na zdjęciu to ta piękna pomarańczowa tubka, która jest niesłychanie energetyczna). Kosmetyki marki Origins bardzo mnie kusiły za sprawą pięknych, energetycznych opakowań. Na pierwszy ogień poszedł peeling z serii GinZing. Sam zapach cytrusowy z domieszką imbiru dodaje energii i nastraja pozytywnie. Natomiast samo działanie peelingujące jest raczej średnie, więc spokojnie może być stosowany codziennie. Ja codziennie myję twarz szczotką soniczną, dlatego też nie przesadzam z peelingami mechanicznymi. GinZing Refreshing Scrub Cleanser ma bardzo dużo składników pianotwórczych i strasznie się pieni, potrafi to być męczące i upierdliwe (piana we włosach, bleh). Mimo, że marka Origins chwali się tworzeniem wysoce skutecznych, naturalnych kosmetyków, to niestety skład jest średni tego produktu i cholernie długi. Kolejnym zabiegiem marketingowym jest napisanie, że używają roślin o silnym działaniu, organicznych składników oraz 100% naturalnych olejów eterycznych. No i na tym kończy się ten naturalny skład. Nie zmienia to faktu, że zapach jest tak obłędny, że pewnie jeszcze coś wypróbuję tej marki. 

L'Oreal Paris Skin Expert maska czysta glinka detoksykująco-rozświetlająca 

Kolejnym krokiem wieczornej pielęgnacji jest stonizowanie cery przed użyciem maseczki, do tego kroku używam tego samego toniku co rano. Oczywiście maskę stosuję raz / dwa razy w tygodniu. Dopiero od niedawna używam maski L’oreal, która mieści się w słoiczku. Uwielbiam ułatwiać sobie życie, dlatego sięgam tylko po gotowe maseczki lub takie, które raz dwa można użyć. Nie przepadam też za saszetkami, bo moim zdaniem ciężko się wydobywa produkt z tych saszetek i ogólnie za dużo produktu się z nich marnuje. Jeszcze do niedawna asortyment masek na kilka aplikacji był dosyć wąski, dlatego sięgnęłam po L’oreal. Szału niestety ta maska nie robi. Denerwuje mnie w niej zapach, jest bardzo mdły i intensywny. Jednak cera po tej masce, rzeczywiście jest lepiej oczyszczona, odświeżona i rozjaśniona. W sam raz na lato, kiedy moja cera nie wymaga specjalnego traktowania. Natomiast jesienią chętnie powrócę do maseczek w płachcie nawilżających. 


Bielenda Botanic Spa Rituals krem regenerujący dzień / noc Kurkuma + Chia

Zanim nałożę krem na noc, to obowiązkowo sięgam po esencję oraz serum. Dopiero na tak przygotowaną buzię nakładam moje odkrycie i nowość na rynku krem Bielenda Botanic Spa Rituals w 100 % ze składników naturalnych. Muszę przyznać, że jaram się tym kremem jak flota Stanisa. Wpadłam na niego przypadkiem, bo była to zupełnie nowość w kwietniu, a mnie akurat skończył się krem na noc i nie miałam bladego pojęcia co chcę kupić. Na żywioł poszłam do Rossmanna, a tu proszę taki piękny kremik, w szklanym pudełeczku. Piękny, naturalny zapach, obłędnie przyjemna konsystencja. Świetnie się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, ale nawilżoną i przyjemnie gładką buzię. Dla cery suchej nadaje się spokojnie na dzień, ale nie wchłania się do matu. Za to osobom ze skłonnościami do świecenia polecam stosowanie go na noc. Rano buzia po nim jest bardzo miła w dotyku i nawilżona. Chcecie dokładniejszą recenzję? 

Ponad wszelką wątpliwość na noc używam również kremu pod oczy Kiehl's Creamy Eye Treatment, ale bardziej na bogato. 

Tak prezentuje się moja aktualna poranna i wieczorna pielęgnacja twarzy. Czasem z lenistwa pominę jakiś krok, niemniej jednak staram się być dokładna i systematyczna w używaniu wyżej wspomnianych produktów do pielęgnacji. Odkąd stosuję 10 kroków azjatyckiej pielęgnacji zauważyłam poprawę w nawilżeniu mojej skóry, a co za tym idzie mniej trądziku. Mimo tak rozbudowanej pielęgnacji i mnogości stosowanych produktów moja cera nie jest bardziej skłonna do zaskórników. Pod tym względem nie zauważyłam różnicy. Wyżej wspomniane produkty fajnie się łączą, a podkład na nich dobrze się trzyma i nie roluje się. Kluczowy pod tym względem jest umiar w dozowaniu produktu. 

A Ty stosujesz 10 kroków azjatyckiej pielęgnacji? Jak wygląda Twoja poranna i wieczorna pielęgnacja?





BĄDŹ NA BIEŻĄCO :






Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! Lubię konstruktywną krytykę.
Nie spamuj, w miarę możliwości zaglądam do wszystkich moich czytelników.
Zachęcam do obserwowania :)







SZABLON BY: PANNA VEJJS.