Greenwashing w kosmetykach, czyli ekościema i marketing

18 września 2018 Brak komentarzy
Będąc jeszcze studentką lubiłam, gdy miałam wolne i wracałam do rodziców na weekend czy wakacje oglądać sobie TVN Style, to było zanim odkryłam YouTube. Tam bardzo często były poruszane tematy urody, zdrowia czy mody. Dzięki programom takim jak Kasi Bosackiej, która szerzy wiedzę na temat zdrowej żywności i czytania składów, zaczęłam nieco lepiej przyglądać się temu co kupuję. Czytam etykiety nie tylko żywności, ale także kosmetyków. To nie jest też tak, że chodzę do sklepu z lupą, googluję każdy składnik, i milion razy zastanawiam się czy coś kupić. Jestem także człowiekiem i zdarza mi się kupić coś pod wpływem chwili. Jednak jest coś co bardzo mnie denerwuje. Od dawna wiem, że marketingowcy dwoją się i troją, aby słupki sprzedaży skakały w górę, ale często posuwają się do chamskich zagrywek, które mają na celu “złapać” nieświadomego klienta i takim zjawiskom chcę mówić głośno NIE. Jedną z takich nieczystych zagrywek jest tzw. greenwashing. Znacie to pojęcie? Jeśli nie, a interesuje Was to zapraszam do lektury.


Co to jest greenwashing?


Greenwashing jest to zjawisko polegające na wywoływaniu wrażenia u klientów kierujących się zasadami ekologii i ochrony środowiska przy wyborze towarów, że produkt lub firma go wytwarzająca są w zgodzie z naturą i ekologią. Inaczej mówiąc greenwashing to „zazielenianie” produktu po to, żeby wpisywał się w ekotrend i lepiej się sprzedawał.

Ostatnio jest także sporo nadużyć w nazewnictwie produktów hasłem „bio”, które w rzeczywistości jest puste, i towar niczym nie różni się od tego, które nalepki “bio” nie posiada. Bardzo mnie smuci fakt, że w świetle prawa nic nie stoi na przeszkodzie, aby na opakowaniu umieścić słowa „organiczny”, „eko”, „botaniczny” czy „naturalny” nawet jeśli lista składników zawiera jedynie niewielkie ilości takich substancji. Greenwashing są to wszelkiego rodzaju praktyki przedsiębiorców mające na celu wprowadzenie konsumenta w błąd poprzez reklamowanie swoich produktów jako naturalne, organiczne, ekologiczne i bio. Niestety coraz częściej dotyczy to również firm kosmetycznych.

Przemysł kosmetyczny świadomie toleruje i stosuje podobne działania wykorzystując zapotrzebowanie (pewnego rodzaju modę) na naturalne, dobre dla naszej skóry i środowiska kosmetyki. Producenci okłamują więc odbiorców i prowadzą kampanie marketingowe pozycjonujące produkty jako „zielone” zamiast tworzyć faktycznie naturalne, przyjazne człowiekowi i środowisku kosmetyki czy środki czystości.

Na tego typu nieuczciwych praktykach cierpią nie tylko konsumenci, ale także prawdziwie organiczne marki.

Co świadczy o tym, że mamy do czynienia z greenwashing?

  • popularyzowanie zawartości naturalnego, certyfikowanego składnika pomijając fakt, że pozostałe składniki wcale naturalne nie są
  • nazwa – zazwyczaj kojarząca się z ekologią, naturą
  • opakowanie – stylizowane na ekologiczne, zielona szata graficzna, kolory Ziemi (nawet jeśli opakowanie jest rzeczywiście ekologiczne, plastikowa butelka przypominająca butelkę z ciemnego szkła
  • posługiwanie się nieistniejącymi certyfikatami i badaniami naukowymi – producenci umieszczają na opakowaniach certyfikaty, które nie mają podstaw prawnych lub w ogóle nie istnieją 
  • brak jasności – twórcy kosmetyków w taki sposób opisują skład kosmetyków, aby był niejasny, niezrozumiały, a nawet mylący. Przykładem może być zdanie, że produkt zawiera jedynie naturalne, organiczne składniki (a przecież istnieją takie organiczne substancje, jak np. rtęć, które są dla organizmu bardzo niebezpieczne)
  • firma podkreśla ekologiczne fakty bez związku z rzeczywistością - np. brak SLSów w balsamie do ciała ;)

Jak wybierać te naprawdę naturalne i organiczne marki?

  • czytaj skład - sama deklaracja na etykiecie “brak parabenów” nie świadczy o tym, że dany kosmetyk jest przyjazny Tobie, czy środowisku. Nie musisz znać łaciny, chemii czy angielskiego, aby świadomie wybierać kosmetyki o lepszym składzie.
  • sprawdź certyfikat - nie każdy naturalny kosmetyk musi posiadać certyfikat, ale jeśli dany producent się nim posługuje, sprawdź, czy jest on wiarygodny.

Uznane certyfikaty:

  • ECOCERT certyfikuje zarówno kosmetyki naturalne, jak i organiczne. 
  • COSMEBIO - Certyfikuje tylko francuskich producentów.
  • SOIL ASSOCIATION certyfikuje jedynie kosmetyki organiczne.
  • BDIH certyfikuje jedynie kosmetyki naturalne, nadając im opatrzony logiem znak „Certified Natural Cosmetic”. 
  • NaTrue czyli Europejskie Ugrupowanie Interesów Producentów Kosmetyków Naturalnych i Organicznych to międzynarodowa jednostka certyfikująca i zrzeszająca firmy zajmujące się produkcją kosmetyków naturalnych. 
  • ICEA Ethical and Environmental Certification Institute - Włoska organizacja certfikująca żywność i kosmetyki produkowane w sposób przyjazny środowisku.
  • Vegan Society - znak ten jest przyznawany przez organizację Vegan Society zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii.

Widząc na drogeryjnej półce kosmetyk z powyższym certyfikatem wiem, że wybieram produkt, który został stworzony w oparciu o jasne i czytelnie sprecyzowane wymagania, zawiera składniki dobrej jakości i będzie bezpieczny dla mojej skóry. 

Nie oznacza to jednak, że kieruję się tylko i wyłącznie certyfikatem, lub tylko składem. Gdy widzę jeden z powyższych certyfikatów, wiem, że dany kosmetyk nie będzie posiadał kontrowersyjnych składników i śpi mi się nieco lepiej.

Jakich składników unikać w kosmetykach?

Disodium EDTA, BHT Butylated Hydroxytoluene / BHA (butylated hydroxyanisole), DMDM Hydantoin & Urea, Imidazolidinyl urea, Polyethylene Glycol (PEG), Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Tetrasodium EDTA, Sodium Lauryl Sulfate = SLS, Sodium Laureth Sulfate = SLES, Triclosan, Methyl, Ethyl Propyl i Butyl Parabens, Cocamide DEA

To tak w skrócie - chętnie na temat kontrowersyjnych składników napiszę osobny wpis.

Jakich składników szukać w kosmetykach?

  • Ekstraktów roślinnych z ziół, kwiatów i owoców. W ich nazwie zazwyczaj występuje słowo Extract. 
  • Olei – roślinne oleje pozyskiwane przez tłoczenie na zimno i nie poddawane procesom rafinacji to najcenniejsze składniki naturalnych kosmetyków. Ich nazwa w składzie zawiera słowo Oil. 
  • Wodno-alkoholowe esencje roślinne - czyli hydrolaty
  • Masła i naturalne emolienty
  • Olejki eteryczne


Idealny przykład greenwashing - Farmona Herbal Care szampon Tatarak i skrzyp polny

Ten szampon kupił sobie mój mąż, który ma bardzo wrażliwą skórę głowy. Ostrożnie musi wybierać szampony do codziennego użytku, dlatego często sięga po te z łagodniejszym składem i które ja mu wybieram. Teraz jajko chciało być mądrzejsze od kury i kupił sobie sam szampon w Biedronce. Po kilku użyciach poskarżył mi się, że ten szampon jest do dupy i ma ogromnie podrażnioną skórę głowy. Oczywiście kazał mi ten szampon obsmarować na blogu, więc smaruję. Stylizacja iście naturalnego i organicznego kosmetyku, nieprawdaż? A w składzie znajdujemy taką mieszankę: Cocamidopropyl betaine i SLS - te składniki łącznie powodują przesuszenie skóry, łupież, wypryski na skórze owłosionej i alergiczne zapalenie skóry. Kolejnym kontrowersyjnym składnikiem użytym w tym szamponie jest Propylene Glycol, który wywołuje podrażnienie naskórka i skóry właściwej, świąd i kontaktowe (alergiczne) zapalenie skóry. Kolejny składnik, który budzi moje zastrzeżenia to Disodium EDTA, ponieważ nie należy stosować kosmetyków zawierających tę substancję podczas stosowania leków z cynkiem, żelazem, miedzią, glinem, ołowiem, bizmutem i rtęcią, ponieważ składnik wiąże metale ciężkie, odradza się również podczas przyjmowania antybiotyków. Niezalecany w kosmetykach nanoszonych za pomocą rozpylaczy ze względu na możliwość drażnienia błon śluzowych i układu oddechowego. EDTA w połączeniu ze związkami azotowymi, tworzy nitrozaminy, które mają działanie rakotwórcze. Również kobiety w ciąży powinny ograniczyć ilość kosmetyków zawierających ten składnik.

Ciężko mi coś więcej o tym szamponie napisać, oprócz tego, że spowodował u mojego męża nasilony łupież, mocno czerwoną skórę głowy oraz świąd niedowytrzymania. Ja użyłam go zaledwie dwa razy, u mnie podrażnienie nie wystąpiło. Nie zmienia to faktu, że szampon dość agresywnie usuwa sebum, a włosy po nim są przesuszone. 

Powyższym postem chciałam zwrócić Waszą czujność na różnego rodzaju zagrywki nie tylko producentów, ale także sieci drogerii, które lansują produkty jako wyjątkowe a nimi nie są. 





BĄDŹ NA BIEŻĄCO :






Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! Lubię konstruktywną krytykę.
Nie spamuj, w miarę możliwości zaglądam do wszystkich moich czytelników.
Zachęcam do obserwowania :)







SZABLON BY: PANNA VEJJS.