Mój ulubiony krem na noc - Bielenda Botanic Spa Rituals krem regenerujący Kurkuma + Chia

1 listopada 2018 Brak komentarzy
Moim marzeniem jest mieć dopasowaną pielęgnację do obecnego stanu skóry. Uwielbiam nowości kosmetyczne, z zapałem śledzę co nowego na rynku się pojawia, ale tego jest tak dużo, że naprawdę nie nadążam. Odpuściłam i czuję się z tym dobrze. Im mniejsze zapasy kosmetyczne mam w domu, tym szybciej i łatwiej jest mi wybrać dobry kosmetyk i z dużą przyjemnością mogę sięgnąć po jakąś nowinkę. Gdy na początku lata skończył mi się krem na noc, pełna animuszu wybrałam się do drogerii na R. Myślałam, że wiem czego chcę, to szybko i dziarsko wybiorę mazidło na noc. Niestety mnogość oferty w drogerii, podstawowa znajomość składów kosmetyków w moim wydaniu i ceny niektórych propozycji przyprawiła mnie o zawrót głowy. Dotarło do mnie, że bez przygotowania to ani rusz. Kosmetyk, który początkowo chciałam wybrać (miałam wcześniej jego próbkę) był akurat w promocji, no i nie było go już na półce. Reszta wydała mi się stosunkowo za droga do proponowanego składu. Szukałam czegoś cięższego, bogatszego, dobrze nawilżającego, ale bez silikonów i parafiny, myślałam, że to niewygórowane wymagania, a mimo to spędziłam w domu rozpusty chyba pół dnia. Aż przykuła moją uwagę nowa linia Bielendy Botanic Spa Rituals, w pięknych ciemnozielonych opakowaniach. Jeszcze nigdzie nie natknęłam się wtedy na żadne recenzje tych kosmetyków i wcześniej nie wiedziałam o istnieniu tej linii. Patrząc na piękne opakowania, byłam przekonana, że jest to greenwashing. Wzięłam do ręki krem regenerujący, który jest dedykowany na dzień i na noc. Szybko zerknęłam na skład, oniemiałam z wrażenia, drugim okiem na cenę (też był w promocji i kosztował około 25 zł), i moja szczęka wylądowała na podłodze. Do wieczora towarzyszyło mi cudowne uczucie, że nareszcie mogę pójść do sklepu, kupić krem i w tym samym dniu go użyć, bez poczucia winy, że 10 kremów czeka w kolejce, a 4 są już otwarte, a ich PAO kwiczy. Niestety to u mnie dopiero początek przygody z wyzwalania się z zapasów, widzę światełko w tunelu i ogromną motywację do zmiany. 

krem na noc odżywczy regenerujący z olejkami


Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że w Rossmannie można znaleźć przyzwoity krem, w przystępnej cenie, polskiej marki. Jak już zdradziłam Wam w tytule krem Bielenda Botanic Spa Rituals regenerujący jest moim ulubieńcem. Krem Bielenda Kurkuma i Chia znajduje się w szklanym opakowaniu, co dla mnie jest ogromnym plusem. Piękna szata graficzna, która wpisuje się w najnowsze trendy. Po otworzeniu słoiczka poczułam bardzo przyjemny, delikatny zapach, przypominający męskie perfumy, choć uszczypliwi mogą porównać ten zapach do wody kolońskiej wujka Wiesia, to mnie się bardzo on podoba. Gdy zanurzyłam palec w słoiczku, poczułam konsystencję tego kremu, to zawyłam z zachwytu. Tego było mi potrzeba, lekka konsystencja, ale jednocześnie bogata, odżywcza, od razu można doznać moc olejków. Mimo, że producent przewiduje ten krem jako dzienny, ja przeznaczyłam go z myślą o wieczornej pielęgnacji. Delikatna, masełkowa konsystencja sunie lekko po skórze, szybko się wchłaniając, pozostawiając lekki, ochronny, olejkowy film na twarzy. Tego właśnie było mi trzeba. Nie pozostawia uczucia oblepienia, klejenia się, zapychania, czy wręcz takiej winylowej, nie przepuszczającej tlenu warstwy. Rano moja cera jest rozjaśniona, nawilżona, delikatna i gładka. Skóra przestała się przetłuszczać, uspokoiła się i zregenerowała. 

naturalny skład krem na noc po 30

Te super moce kremu zawdzięczamy olejowi babassu, który zmiękcza skórę, czyni ją delikatną i zabezpiecza przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych. Między bajki można włożyć obietnice producenta co do redukcji zmarszczek, ale jestem przekonana, że takie natłuszczanie olejkami na pewno zapobiegnie powstawaniu zmarszczek w przyszłości. Ekstrakt z nasion Chia pomaga zachować wilgotność skóry i chroni ją przed wysychaniem. Ponadto to on zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Ekstrakt z kurkumy posiada działanie przeciwzapalne, antybakteryjne i antyoksydacyjne, zapobiega uszkodzeniom wywołanym przez słońce.To właśnie ten ekstrakt odpowiada za rozjaśnianie przebarwień i wyrównanie kolorytu skóry. 

Ogromna wydajność tego kosmetyku sprawiła, że zaczęłam go także stosować pod oczy (producent zapewnia, że można go nawet pod oczy stosować), a teraz jesienią od czasu do czasu stosuję go na dzień i na dekolt. Pod oczami pozostawia delikatny efekt glow. Miło się nakłada na niego korektor. Teraz jesienią, gdy moja skóra ma skłonności do przesuszania, stosuję go na dzień. Nadaje się pod podkład, ale tylko dla cery suchej. Latem konsystencja była dla mnie zbyt bogata, jeśli chodzi o dzienną pielęgnację. PAO w przypadku tego kremu to tylko 4 miesiące, więc nie ma szans, aby go zostawić otwartego w otchłani zapasów. Stosując go regularnie, prawie codziennie, nie zużyłam go w tym określonym czasie. Już niedługo trafi do mojego denka, ale cały czas podwąchuję i sprawdzam, czy nadal jest zdatny do użytku. Krem ten jest naprawdę mega wydajny. Odżywczy krem, za mniej niż 30 złotych, w szklanym opakowaniu w drogerii Rossmann, która jest praktycznie wszędzie i 100 % naturalny skład, czego chcieć więcej?

Używałaś już jakiegoś kosmetyku z linii Botanic Spa Rituals? Co polecasz? Jaki jest Twój ulubiony krem na noc?





BĄDŹ NA BIEŻĄCO :






Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! Lubię konstruktywną krytykę.
Nie spamuj, w miarę możliwości zaglądam do wszystkich moich czytelników.
Zachęcam do obserwowania :)







SZABLON BY: PANNA VEJJS.