Moje 3 kosmetyczne rozczarowania - Lovely, L'oreal, Bell

11 grudnia 2018 Brak komentarzy
Rzadko publikuję moje kosmetyczne rozczarowania, bo rzadko trafiam na kosmetyki, które powodują u mnie tak silne, negatywne emocje. Jednak od czasu do czasu odkładam takie gagatki, tak aby w zbiorczym poście mogła co nieco napisać o kosmetykach, które u mnie się totalnie nie sprawdziły. Nie jestem bardzo wymagającą osobą, ale sporo kosmetyków przewinęło się przez moje ręce i wiem, czego mogę w danej cenie oczekiwać. Rozczarowanie tymi kosmetykami potęguje fakt, że znam lepsze odpowiedniki w tej samej cenie.


Na pierwszy rzut idzie paleta cieni Lovely Precious Kit, która kosztuje w regularnej cenie około 30 zł. Lovely Precious Kit to paleta cieni, która jest mocno inspirowana paletą cieni marki Too Faced Natural Eyes. Przyznaję się bez bicia, że kupując paletę Lovely totalnie nie byłam świadoma, że kupuję podróbkę. Podczas słynnej promocji, spodobało mi się opakowanie tej paletki oraz delikatne cienie i pod wpływem chwili zdecydowałam się na zakup. Niestety bardzo żałuję tego zakupu, mimo iż w promocji, nie wydałam na nią bardzo dużo pieniędzy. Lovely Precious Kit ma mało zróżnicowane kolory cieni. Nakładając cienie mamy wrażenie, że jest to jeden i ten sam kolor. Ciemne kolory są bardzo mało napigmentowane. A te cienie, które mają satynowe wykończenie rozprowadzają się nierównomiernie, tworzą plamy, a makijaż wygląda na “brudny”. Natomiast matowe cienie bardzo słabo się blendują, w ogóle nie zostawiają koloru na powiece. Makijaże wykonane tą paletką są mało schludne, nijakie, bez wyrazu.

paleta cieni Lovely Precious Kit opinie blog

Kolor Like Silk to matowy lekko brzoskwiniowy kolor z drobinkami brokatowymi, które są niewidoczne na powiece. Kolor w paletce jest bardzo ładny i fajnie by było gdyby na powiece też taki kolor dawał, niestety na powiece cień totalnie blaknie i jest niewidoczny. Cień ten nie nadaje się na ruchomą powiekę, jedynie nadaje się pod łuk brwiowy, aby nieco przymatowić tą strefę. Kolor Satin Rose to ładny brzoskwiniowo - łososiowy kolor, delikatny, ma ładne matowe wykończenie. Niestety z powodu braku koloru na powiece jest totalnie bezużyteczny. Good Mood - jest nieco lepiej napigmentowany od dwóch pozostałych satynowy, brązowy cień ze srebrzystą poświatą, jednak kolor ten nie wpisuje się w mój gust.

Kolor Cookies Back- to ładny, beżowy, satynowy cień, który jest nieco lepiej napigmentowany, pozostawia świetlistą poświatę na powiece. Jednak, aby uzyskać wyraźny kolor, należy nieco się postarać podczas aplikacji. Kolor Hot Pepper- kolejny satynowy cień, który zapowiada się całkiem dobrze. Cień ten jest szaro-brązowy (taki typowy taupe), czyli inaczej pieczarkowy odcień. Jest jasny i znośnie wygląda nałożony na całą powiekę. Sweet Song- jeden z najsłabszych cieni z tej palety, jasnoszary, matowy, prawie niewidoczny, ale dodając go do innego koloru, robi na powiece kupę. 

Kolor Party Dress- to ładny, satynowy cień w kolorze szaro- beżowym, jest jasny, ładnie wygląda nałożony na całą powiekę, choć z czasem zaczął być nieco kiczowaty. Star Light- jest łudząco podobny do poprzednika, w zestawieniu z Party Dress totalnie niknie. Envy Eyes- całkiem dobrze napigmentowany, matowy, czarny cień ze srebrnymi drobinkami. To jest najmocniejsze ogniwo tej paletki.

Podsumowując uważam, że cienie w tej paletce są bardzo suche, trudne w użytkowaniu, przez co można nimi sobie zrobić krzywdę i spore plamy. Na szczęście paleta jest wycofywana z Rossmanna. Ja swojej się pozbędę. 

 korektor L’oreal Paris True Match (nowa wersja kolor 4N

Kolejnym rozczarowaniem jest korektor L’oreal Paris True Match (nowa wersja). Abstrahując od złego koloru (korektor otrzymałam w ramach testów i nie miałam wpływu na kolor), to sam korektor  mnie rozczarował. Przede wszystkim na pierwsze wrażenie (złe wrażenie) wpłynął zapach, korektor mimo nowości śmierdzi denaturatem. Oprócz tego ma bardzo słabe krycie, jego konsystencja jest na tyle rzadka, że przypomina płynne podkłady, a nie korektory - kamuflaże. Przez ten ciemniejszy odcień radził sobie z sińcami pod oczami. To taki trik makijażystów, użyć najpierw ciemnego korektora, a potem jaśniejszego, fajnie redukuje się wtedy fioletowy odcień., i to jest jedyna ozytywna rzecz w tym korektorze. Ten korektor nie sprawdzi się w przypadku przebarwień, czy niedoskonałości, ponieważ szybko się ściera. Ciężko stwierdzić, czy kolor się dopasowuje, tak jak zapewnia nas producent, ze względu na za ciemny odcień korektora. Korektor długo schnie. Produkt ten jest drogi, a cena jest nieadekwatna do jakości. 

peeling do ust Bell (Lip Scrub) Biedronka

Jestem ogromną fanką peelingów do ust. Jestem pod tym względem leniwcem i nie przepadam za samodzielnym kręceniem kosmetyków. Sięgam przeważnie po gotowce, najlepiej takie w sztyfcie, abym mogła zawsze i wszędzie po niego sięgnąć, gdy tylko dopadnie mnie chęć obgryzania odstających skórek. Gdy zobaczyłam peeling do ust Bell (Lip Scrub) w Biedronce pomyślałam, że fajnie będzie wypróbować coś taniego i łatwo dostępnego. Początek z tym scrubem nie był najgorszy, jednak okazało się, że sztuczne, plastikowe drobinki, które w nim się znajdują, są nierównomiernie rozłożone w pomadce, przez co trafiłam na bardzo ostrą część tego sztyftu. Dalej przestałam używać, bo po prostu to mijało się z celem. Drobinki w peelingu z Bell są zbyt ostre, za bardzo skondensowane, a sama pomadka bardzo sztucznie pachnie i smakuje. Bell Lip Scrub rani delikatne wargi, zwłaszcza, gdy one są jeszcze dodatkowo podrażnione. 

A Tobie co się ostatnio nie sprawdziło?





BĄDŹ NA BIEŻĄCO :






Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! Lubię konstruktywną krytykę.
Nie spamuj, w miarę możliwości zaglądam do wszystkich moich czytelników.
Zachęcam do obserwowania :)







SZABLON BY: PANNA VEJJS.